Czyżby w planie zajęć naszej szkoły pojawiła się lekcja kleksografii?

Dlaczegoż by nie? Zainspirowani rozkładem zajęć w Akademii Pana Kleksa rozważamy takie rozwiązanie w naszej szkole. Na razie – eksperymentalnie w klasie 4, ale potem, kto wie? A może by tak w ogóle zaadoptować w szkole “kleksjański model: “Dzień w Akademii pana Kleksa rozpoczynał się bardzo wcześnie. Punktualnie o piątej rano do sypialni chłopców wlatywał Mateusz i otwierał specjalne śluzy, rozmieszczone dokładnie nad ich łóżkami. Z otworów wprost na nosy śpiących chłopców skapywała zimna woda. Był to sygnał do pobudki. Uczniowie pana Kleksa natychmiast budzili się, ciekawi tego, czego będzie uczył ich nauczyciel.  Potem brali prysznic, z którego tryskała woda sodowa z sokiem, każdego dnia o innym smaku. Następnie ubierali się w szkolne mundurki i o wpół do szóstej schodzili do jadalni na śniadanie. O godzinie szóstej rozpoczynał się apel w gabinecie pana Kleksa. Każdy z chłopców podchodził do profesora, który całował go w czoło na dzień dobry. Po zbiórce pan Kleks odbierał od uczniów senne lusterka, w których odbijały się ich sny.  Lekcje rozpoczynały się o godzinie siódmej. Różniły się od zajęć, które odbywały się w innych szkołach, a pan Kleks nauczał wyłącznie tego, co było ciekawe i zabawne, dzięki czemu jego uczniowie uczyli się chętniej niż gdzie indziej. Na lekcji kleksografii uczyli się obchodzenia z atramentem. Nauka polegała na robieniu dużych kleksów na arkuszu papieru, który następnie składano na połowę i odczytywano różne historie z powstałych w ten sposób obrazków. Po lekcji kleksografii chłopcy uczyli się przędzenia liter. Pan Kleks pokazał im, w jaki sposób należy rozplątywać litery i łączyć je w długie nitki, które nawijali na szpulki. Po przędzeniu liter w książkach pozostawały puste stronice. Pan Kleks zamierzał wkrótce nauczyć chłopców czytania książek ze szpulek, co znacznie przyspieszało czytanie i nie męczyło wzroku. Po lekcji przędzenia liter chłopcy udali się do szpitala chorych sprzętów, gdzie mieli nauczyć się leczenia zniszczonych przedmiotów. Pan Kleks dokładnie opukał chory stół, zmierzył mu puls i natarł go specjalną maścią. Przez cały czas przemawiał do niego z czułością. W podobny sposób uleczył starą, skrzypiącą szafę, rozbite lustro i zepsuty zegar. Po zajęciach w szpitalu chłopcy pobiegli na boisko, gdzie odbyła się lekcja geografii, prowadzona przez Mateusza. Lekcja ta polegała na grze piłką, zrobioną z globusa i przypominała piłkę nożną. Każdy, kto kopnął piłkę, musiał wymienić nazwę geograficzną miasta, rzeki lub góry, w którą uderzył czubkiem buta. Lekcje w Akademii pana Kleksa były bardzo ciekawe i przeprowadzane w niekonwencjonalny sposób, dzięki czemu uczniowie z łatwością przyswajali wiedzę. Każdy chłopiec, który szczególnie wyróżnił się w nauce, był nagradzany przez pana Kleksa kolorowym piegiem, a ci uczniowie, którzy nie odrobili lekcji za karę nosili przez cały dzień żółty krawat w zielone grochy.” (https://klp.pl/akademia-pana-kleksa/a-9411.html) 

Tylko… co na to Ministerstwo Edukacji?